Edycja I — 12.10.2024 — "Rajd, który niemal zabrała powódź."
Nie tak miała wyglądać pierwsza karta historii naszego rajdu. Wszystko było gotowe na 14 września 2024 roku. Trasy wytyczone, medale przygotowane, Orki nakarmione i względnie pod kontrolą. Niestety, pogoda postanowiła napisać własny scenariusz. Najpierw przyszły deszcze. Potem jeszcze więcej deszczu. A chwilę później żywioł, który na długo zapisał się w pamięci mieszkańców regionu.
Powódź zabrała dorobek tysięcy rodzin, a wiele fragmentów naszych tras zniknęło pod wodą lub zostało zniszczonych. W obliczu takich wydarzeń decyzja mogła być tylko jedna — odwołujemy start.
Po kilku nieprzespanych nocach, dziesiątkach telefonów i niezliczonych kubkach kawy rozpoczęliśmy misję godną Drużyny Pierścienia. Nowe trasy, nowe zgody, nowe umowy i nowy termin — wszystko trzeba było przygotować niemal od zera.
I udało się.
12 października 2024 roku, przy pięknym jesiennym słońcu, na szlaki wyruszyło 234 śmiałków.
Nie wszystko jednak wyglądało tak, jak planowaliśmy kilka tygodni wcześniej. Znaczną część trasy 45 km poprowadziliśmy zupełnie inaczej. Nie chcieliśmy, by uczestnicy oglądali świeże ślady tragedii, która dotknęła mieszkańców okolicy. Góry miały znów dawać radość, a nie przypominać o bólu ostatnich tygodni. Na jednym z odcinków powódź zabrała nawet most, więc przeprawę trzeba było zorganizować po kamieniach ułożonych przez nasze Orki.
Nie obyło się też bez organizacyjnych lekcji. Trasę oznaczyliśmy żółtymi tasiemkami, które świetnie odcinały się od zieleni wrześniowych lasów. Problem w tym, że rajd odbył się miesiąc później. W samym środku złotej jesieni… żółte tasiemki doskonale maskowały się wśród żółtych liści. Uczestnicy na szczęście wykazali się większym sprytem niż organizatorzy i większość bez problemu odnalazła właściwą drogę.
Razem z przyjaciółmi ze Stowarzyszenia “Kilometry Pomocy” uruchomiliśmy zbiórkę dla powodzian. Cały dochód z trasy 5 km przekazaliśmy na pomoc poszkodowanym. Wielu uczestników wrzucało datki do puszek, inni przywozili materiały budowlane i rzeczy potrzebne przy odbudowie domów. Dzięki uczestnikom, rajd stał się czymś więcej niż tylko wędrówką po górach.
A wszystko to nie wydarzyłoby się bez naszej niezwykłej ekipy. Rajd przygotowało zaledwie 12 wolontariuszy. W praktyce była to jedna wielka rodzina, która nie tylko zabezpieczała trasę i pomagała uczestnikom, ale także własnoręcznie przygotowała domowe ciasta i catering. Jeśli ktoś twierdzi, że nie da się nakarmić kilkuset wędrowców domowym jedzeniem, najwyraźniej nie zna naszej rodziny.
Wieczorem wszyscy wrócili zmęczeni, szczęśliwi i bogatsi o historię, której nie dałoby się wymyślić. Orki nikogo nie porwały. Nazgûle nie odnalazły szlaku. Tak narodziło się „Tam i z Powrotem”.