Edycja II — 13.09.2025 — "Rajd, którego nie zatrzymał deszcz."
Po wydarzeniach pierwszej edycji byliśmy przekonani, że pogoda nie ma już dla nas żadnych niespodzianek. Jak się okazało — byliśmy bardzo, bardzo naiwni.
13 września 2025 roku na starcie drugiej edycji stanęło około 550 uczestników spośród 604 zapisanych śmiałków. Do znanych już tras dołączyła nowa, 13-kilometrowa wyprawa, a liczba wolontariuszy wzrosła do blisko 25 osób.
I wtedy zaczęło padać. Najpierw trochę. Potem bardziej. Potem jeszcze bardziej. A później po prostu przestaliśmy rozróżniać poszczególne rodzaje deszczu.
Od godziny 7 rano aż do późnego popołudnia Góry Złote testowały charakter każdego wędrowca. Gdy rano rozdawaliśmy pakiety, uczestnicy byli jeszcze susi. Wieczorem nie byliśmy już tego tacy pewni. Na trasie 45 km błoto miejscami próbowało zatrzymać buty na własność, a aparaty naszych fotografów były mokre jak łzy panny młodej. A jednak nikt nie zamierzał się poddawać.
Po roku od powodzi mogliśmy ponownie pokazać uczestnikom miejsca, które szczególnie lubimy. Trasa 45 km prowadziła przez odbudowujący się Lądek-Zdrój, okolice lokalnej winiarni oraz podziemia Jaskini Radochowskiej. Miejsca, które jeszcze rok wcześniej nosiły ślady żywiołu, znów mogły stać się częścią przygody.
Oczywiście nie obyło się bez przygód po stronie organizatorów. Nieustający deszcz postanowił sprawdzić odporność naszej elektroniki. Część sprzętu odmówiła współpracy, przez co wydawanie gorących napojów na pewien czas mocno się skomplikowało. Jakby tego było mało, w Lądku-Zdroju część oznaczeń trasy zniknęła w tajemniczych okolicznościach. Do dziś podejrzewamy, że nasze “madżenta” taśmy tak bardzo spodobały się goblinom spod Trojaka, że postanowili przygarnąć je na pamiątkę. Na szczęście uczestnicy, podobnie jak rok wcześniej, wykazali się dużym sprytem.
Druga edycja przyniosła również wyjątkowych gości ze Śródziemia. Na trasach można było spotkać Gandalfińskiego, dalekiego kuzyna Radagasta, elfickie księżniczki i książęta, a także dwóch Czarnych Jeźdźców. Ci ostatni, wyłaniający się niespodziewanie z mgły spowijającej leśne ścieżki, ku zaskoczeniu wszystkich nie budzili strachu, lecz dodawali otuchy zmęczonym wędrowcom.
Nie zapomnieliśmy także o najmłodszych. Na trasie 5 km dzieci mierzyły się z zagadkami logicznymi i sprawnościowymi, zamieniając zwykły spacer w prawdziwą wyprawę.
Mimo deszczu, błota i warunków, które skutecznie zniechęciłyby niejednego hobbita do opuszczenia domu, rajdu nie ukończyło zaledwie 28 osób.
Ostatni uczestnicy pojawili się na mecie ponad godzinę po obowiązującym limicie czasu. Regulamin regulaminem, ale są sytuacje, w których ważniejsze od zegarka są charakter, wytrwałość i dobra historia do opowiedzenia. Dlatego również oni otrzymali swoje medale oraz zasłużony napitek na zakończenie wyprawy.
Prawdziwymi bohaterami tej edycji były nie tylko Elfy, Czarodzieje czy słudzy zła. Były nimi również domowe ciasta i legendarna już zupa pomidorowa cioci Edyty.
Tak zakończyła się druga edycja rajdu „Tam i z Powrotem” — rajd, którego nie zatrzymał deszcz. Bo czasem najlepsze wspomnienia rodzą się właśnie wtedy, gdy wszystko przemaka do suchej nitki.